O mnie

Pisze opowiadania. Każda z moich histori będzie miała 10 rozdziałów.

niedziela, 19 lipca 2015

***


Rozdział 1.


  Nie mogę otrząsnąć się po rozstaniu z moją ukochaną Nadią. Co ja pieprze? Jaka moja? Przecież ją straciłem. Zostały mi po niej tylko wspomnienia i pustka. Pustka, która powinna z czasem się zmniejszać lub zostać wypełniona przez kogoś innego, lecz nic się takiego nie dzieje. Ból jaki ona wywołuje wzrasta w siłę z każdym dniem, godziną, sekundą... Marzę o tym, aby obudzić się rano w jej ramionach, aby głaskać ją po jej śnieżnobiałej, delikatnej twarzy. Zamiast tego każdego ranka moją dłoń ląduje na pierzastej poduszce, w którą poprzedniego wieczoru wylewałem miliony słonych łez i wyszeptywałem słowa wszystkich modlitw jakie znałem, błagając Boga o pomoc.

                                                 ***
-Kocham cię Nadia i nie przestanę dopóki ktoś nie zliczy wszystkich gwiazd we wszechświecie.
- Ja ciebie też, Bruno. Jak stąd do księżyca i z powrotem.
      <pip pip pip>
I tak się dzieje każdego cholernego dnia. Już jest jak dawniej, ale niemiłosierny budzik przerywa tą piękną chwilę.
 Wstaje z łóżka. Wciągam na siebie dresy i szary podkoszulek. 
Czuję głód. W lodówce jak zwykle tylko jajka i boczek. Jestem taki beznadziejny, że nawet nie potrafię rozbić skorupki, tak aby drobinki nie spadły na patelnię. Po zjedzeniu śniadania rodem z kuchni Gordona czuję, że muszę się przewietrzyć. Zakładam czarną bluzę z kapturem i próbuję rozplątać słuchawki. 
 Leje. Zdziwiłbym się gdyby było inaczej. Szare, zaniedbane kamienice kontrastują z pełnym kolorowych świateł luna parkiem znajdującym się po drugiej stronie ulicy. Słychać piski, szczęśliwych dzieci, korzystających z różnego rodzaju karuzel. 
Nagle zauważam Nadię. Ni to nie może być ona! Idzie trzymając się za ręka z jakimś chłopakiem. Całują się. Wyglądają na szczęśliwych. Zachowują się jakby nie widzieli świata poza sobą. Marzę o tym aby być na jego miejscu. Aby tak na mnie patrzyła.
Ściskała moją dłoń. Zastanawiam się w czym jestem gorszy od niego? Co robiłem źle? Wystarczy chwila i znajduje odpowiedź. WSZYSTKO. Jestem do niczego. Czuję jak łzy napływają mi do oczu. Zaczynam biec. Uciekam. Nie mam siły, aby na to patrzeć. 
Po chwili zmęczony siadam na ociekającej deszczem ławce. Chowam twarz w dłoniach. Z słuchawek wydobywają się słowa piosenki:
                     When, my, time comes around
                     Lay me gently in the cold, dark earth
                     No grave can hold my body down
                     I'll crawl home to her.

Nagle ktoś kładzie mi dłoń na ramieniu. Podnoszę wzrok. Widok mnie onieśmiela.